sobota, 7 kwietnia 2012

Surrealizm senny.

... Zostałem zawiadomiony wiadomością przez facebook'a, że ponieważ przedstawicielem rocznika przedostatniego jestem, przedostatniego w tym sensie, że jako przedostatni rocznik starą maturę zdawałem... wiadomość o treści była ni mniej ni więcej taka, że matura moja jest przestarzała, toteż należy ją powtórzyć - rozporządzeniem ministra edukacji narodowej. Powtórzyć oczywiście w formie nowej. Znowelizowanej. Specjalnie na potrzeby postarzenia się mocno mojego rocznika. Nigdy wcześniej nie zdawałem sobie sprawy z tego, że mój rocznik ma jakikolwiek potencjał starzenia...
... Toteż cały mój rocznik zebrać się miał w stroju maturalnym, nienagannym w siedzibie szkoły podstawowej w mojej miejscowości. Tam bowiem odbyć się miał egzamin dojrzałości po ówczesnym uznaniem nieważności przestarzałej matury zdawanej jako przedostatni - i owszem może i zbyt pochopnie w tym celu zebrany - rocznik - o czym już wcześniej był mowa - zgodnie z rozporządzeniem ministra...
... Oczywiście spóźniłem się...
... Od progu razy bolesne w oba policzki zebrałem od swej wychowawczyni, będącej jednocześnie profesorką od języka polskiego, która - na okoliczność przeprowadzenia egzaminu maturalnego w nowej wersji dla starych, jako że przedostatnich roczników (które zdawały starą maturę) - zmartwychwstała - gdyż zmarła była kilka lat po przeprowadzenia nas przez meandry egzaminu dojrzałości, który zgodnie z rozporządzeniem ministra - stracił ważność... wagę... Zelżał.
... Zelżyła mnie kilkakrotnie również, ponieważ nieodpowiednio ubrany byłem i paliłem papierosa przed szkołą oraz - prawdopodobnie - byłem pijany. Ponadto na smyczy trzymałem wylęknionego dopiero co przygarniętego bezdomnego psa, co było całkowicie wbrew zasadom.
... Faktycznie - ubrany byłem nieodpowiednio do okoliczności, ponieważ od pasa w dół nagusieńki do egzaminu prawdopodobnie chciałem przystępować.
... Do matury byłem kompletnie nieprzygotowany. Wiadomość o konieczności podejścia do niej  - przez awarię serwera dotarła do mnie bowiem na dzień przed terminem egzaminu. Z psem na smyczy i do tego półnagi i tak na teren szkoły wejść nie mogłem, ale postanowiłem nie poddawać się i zaczepiłem kolegę - historyka genialnego o to, jak sądzi - jakie pytania mogą być zadane na egzaminie ustnym z historii. Jako jego odpowiedź usłyszałem, iż na pewno pytać będą - przekrojowo - z dziedziny - historia wyciągania pieniędzy przez kobiety od mężczyzn na przestrzeni wieków w ujęciu kosmologicznym a także historiozoficznym w oparciu o znane mi dokumenty źródłowe, takie jak na przykład kodeks karny...
...Wtedy się obudziłem jak zwykle trzy minuty przed budzikiem.
... Weronika również już nie spała. Kawę właśnie mi niosła. Niezwłocznie sen swój koszmarny jej opowiedziałem a ona mi na to - spokojnie całkiem - że jej śniło się prawie to samo, tylko jakby w innej wersji.
... - W moim śnie byłam profesorką od wychowania fizycznego, z którego zgodnie z rozporządzeniem ministra edukacji narodowej egzamin dojrzałości (nowy) był obowiązkowy. Ty zostałeś od razu oblany z dwóch powodów. Primo - zapomniałeś stroju a secundo - okazało się, że na lekcjach w - f frekwencję miałes zerową...
  

piątek, 9 marca 2012

Zrośnięci duszami.

... - A jak bym tak wyjechał na zawsze, daleko, w pizdu daleko, to co byś Weroniko zrobiła? - na tak postawione pytanie, które w swoim podtekście miało dramatyzm i desperacką próbę zwrócenia na siebie uwagi Weronika w pierwszym momencie spojrzała przed siebie. Wzroku jej ni jak nie dało się uchwycić a to przez obecność bardzo ciemnych i bardzo dużych okularów na nosie. Zapaliła kolejnego papierosa, wydmuchiwała z nieznaną mi dotąd w jej wykonaniu melancholią, a potem ostentacyjnie, jakby dla kontrastu energicznie wzruszyła ramionami i odparła.
... - Nic bym nie zrobiła, tylko bym pojechała z Tobą. Nawet, gdybyś nie tyle w pizdu daleko wybierał, co nawet w chuj daleko.
... I jakkolwiek nagromadzenie wulgaryzmów w jej wypowiedzi można przypisać jej stylowi, tak tym razem kontrastowały one z jej tonem. Tonem tak niebywale spokojnym i wyrozumiałym...
... - A gdybym zwiał potajemnie? Nic nikomu nie mówiąc? Nawet tobie nic nie mówiąc. Nawet na facebook'u informacji żadnej nie zamieściwszy. Jakbyś się dowiedziała? Jak byś mnie znalazła, żeby ze mną w tą podróż w cholerę się udać? Gdybym tak nagle się spakował do reklamówki tylko i w pierwszy lepszy pociąg wsiadł trzymając w ręku kamyk zielona patrząc jak wszystko zostaje w tyle*?  - Kontynuowałem z dramaturgią i chęcią zwrócenia na siebie uwagi już nie tyle w podtekście, co w meritum...
... - I tak bym Cię znalazła, do każdego bagażu Twojego się zmieszczę nawet zanim sam pomyślisz o tym, żeby zwiać. Nie zdziw się w trakcie rozpakowywania, jak mnie znajdziesz w kosmetyczce pomiędzy szczoteczką do zębów a maszynką twoją wypasioną do golenia. Wszędzie się zmieszczę, choćbym miała w tylnej kieszeni twoich spodni z tobą w tą podróż się udać.  - Mówiła i mówiła. Rozszerzała i tak już szerokie spektrum możliwości ulokowania samej siebie w moim bagażu, spektrum coraz to bardziej absurdalne i niewiarygodne a na koniec powiedziała...
... - I śmieszy mnie troszkę to, że chcesz uciekać, że uciekać chcesz beze mnie.  Zapomniałeś, że my duszami zrośnięci jesteśmy i zawsze - bez względu na to, czy to będą ucieczki czy powroty stukot moich butów rytmiczny słyszał będziesz w tle...

poniedziałek, 27 lutego 2012

Reaktywacja - ciężar walizki z dorobkiem życiowym.

... Weronika i ja mamy życie ostatnio przeładowane wydarzeniami - trudnymi najczęściej, ale też takimi, które można by zaklasyfikować jako codzienne, których ilość przeciętnie starczająca na tydzień - miesiąc - rok - w naszym przypadku kumuluje się w jednej dobie. Jednej dobie bezsennej. Dobie ledwo zipiącej od tego zgiełku zdarzeń. Trudno o krok równomierny w takich okolicznościach. Trudno o spokojny, zrównoważony oddech. Ciężko nawet zapalić jednego papierosa - więc najczęściej pali się dwa lub też trzy na raz.
... Ciężar walizki z całym dobytkiem życiowym jest nam doskonale znany.
... Weronika jest moim dorobkiem życiowym - a ja jestem jej dorobkiem życiowym. W walizce doskonale się mieścimy, ponieważ gabarytowo standardy spełniamy. Jedyny z Weroniką jest problem taki, że jej obcasy się przez walizkę przebijają, czym swoją w niej obecność zdradza.
... Ale do rzeczy - w tym szaleństwie jest bowiem metoda.
... Metoda na "wszystko mi jedno" i "niech się dzieje, co chce..." Znacie to?
... Wtedy, w tym pędzie szalonym i nieskoordynowanym łatwiej się sensu doszukać, który i tak zawsze - paradoksalnie w kontekście moich z Weroniką i ze światem relacji jest abstrakcją. Abstrakcją tak przez nas umiłowaną. Rozmytą. Mętną. Ulotną.
... (Weronika jest całym moim światem. Obecnie przebywa w walizce w naszym aktualnym miejscu - schronie - gdzie żadne bombardowania rzeczywistością nas nie dosięgną  - jutro moja kolej, by się w rzeczonej walizce znaleźć. Nie wiem, dokąd Weronika mnie w niej zaniesie).
... Żałuję tylko, że walizka jest za mała, abyśmy oboje się w niej zmieścili. We dwoje zawsze byłoby raźniej. A tak to chociaż zawsze obok siebie, to jednak osobno.
... Jakoś tak mam, że nigdy się w nowym miejscu do końca nie rozpakowuję. 

niedziela, 12 lutego 2012

zamiast

zaniedbujemy Was - mamy tego świadomość. Ja mam problemy - egzystencjalne. Marcel ma problemy - bardziej osobiste...
Pytanie ?
Wykrzyknik!
http://www.metacafe.com/watch/6429740/madox_high_on_you/

wtorek, 3 stycznia 2012

Ciemna strona...

... Marcel kategorycznie zabronił mi wdawania się w szczegóły dotyczące jego życia prywatnego. Zabronił mi włażenia z butami w jego życie, zakazał szczegółowych wynurzeń zawierających odniesienia do jego osobistych spraw na tychże oto łamach...
...  Jak on śmie! Mnie zabraniać! Że ja się niby wtrącam i nieprzekraczalne granice przekraczam! On zwariował do reszty i sam już nie wie co mówi. Życie zrobiło mu się piekielnie nudne i sam już nie wie, jak na siebie uwagę zwrócić.
... Otrząsnąć się ze słów jego nie mogłam i aż do tej pory milczałam. Ale powiem Wam coś - ot co -
... Wszystko to z mojego punktu widzenia wygląda tak, jakby Marcel w swoim ubogim ostatnio życiu prywatnym nie zajmował się niczym innym, jak tylko manifestowaniem, machaniem - mnie w szczególności - przed nosem swoją ciemną stroną. Ta jego ciemna strona, o której istnieniu ja od zawsze wiedziałam teraz przybiera najczarniejsze odcienie i zdaje się, jakby w całości jego jasną stronę przyciemniła. Aura mu poszarzała tak samo,  spojrzenie mu pociemniało, a takie jasne do niedawna jeszcze było, nawet wtedy, jak od płaczu się zanosząc błagał mnie... już nie pamiętam o co... o wyjaśnienia pewnie jakieś...
...A teraz? Nic tylko by rozkazywał, tak jakby się swoją zawodową rolą za bardzo przejął. Nic, tylko polecenia by wydawał mnie - zupełnie, jakbym jakąś jego podwładną była; tego nie pisz, tamto zapisz, to mi zrób, tamtego nie rób, kategorycznie tak, dziko. Z tym spojrzeniem jego takim innym niż zwykle. Ja nawet przez telefon z nim rozmawiając to spojrzenie widzę i wiem, jak na mnie oczami wyobraźni i nie tylko patrzy.
...A w tonie głosu jego butnym takim to nic innego moim zdaniem nie przemawia, jak lęki i obawa, że zbyt długo to on sobie tym kierownikiem nie pobędzie... 

czwartek, 15 grudnia 2011

Do wyższych celów...

... Obudziłam się dzisiaj rześka i wypoczęta. Jak zwykle z resztą, bowiem ja nigdy nie sypiam źle - jeżeli snem można nazwać te trzy godziny spędzone każdej nocy na wiszeniu w szafie głową w dół na drążku, na którym w każdej innej szafie, jakie widywałam do tej pory w życiu, wiszą wieszaki z ubraniami. Ale ja ubrań nie posiadam.  Za wyjątkiem mojej jednej czarnej obcisłej, krótkiej sukienki szytej na miarę, sukienki z długim rękawem. Marcel słusznie zauważył, że w ten sposób przejawia się u mnie hedonizm. Nie mam potrzeb odzieżowych, ani nie muszę koniecznie spędzać już nocy w pozycji leżącej. Dość się już w życiu należałam... i na stałam. A wiszenie głową w dół nie dość, że wygodne to jeszcze sprzyja mojej fryzurze, która na skutek działania grawitacji się utrwala. I nie muszę jej każdego ranka godzinami do porządku doprowadzać, jakbym dopiero co z łóżka wstała. Taka pozycja ponad to służy ukrwieniu mózgu, z którego w tradycyjnej pozycji leżącej, nie mówiąc już o  pionowej, takiej głową do góry - krew mi bardzo nagle odpływa powodując dyskomfort...  W każdym razie nie narzekam na syndrom poranka. Zawsze pamiętam gdzie jestem, zawsze jestem świadoma siebie i swojego otoczenia.
... Nie to co Marcel...
...Zadzwonił do mnie dziś rano przerażony, że się nie może zdecydować. Dopiero się obudził i nie bardzo wie, co zrobić. Nie wie, czy najpierw zażyć środek uspakajający a dopiero potem napić się kawy, czy na odwrót...
... Martwię się o niego, nigdy bowiem nie widziałam go w takim stanie. Rozbity jest jakiś, głos mu ciągle drży, gubi się w wypowiedzi, jakby już nie potrafił tak jak dawniej jednego jej nurtu się trzymać. Ciągle dopytuje, która jest godzina i czy mu przedłużą umowę. Tak, jakby to miało jakieś znaczenie. Jeżeli na moim zdaniu mu zależy - to i owszem - ma to dla mnie znaczenie nie byle jakie ale bardzo trudne do dookreślenia, albowiem jestem postacią fikcyjną - krwią z krwi i kością z kości - jego - myślnikiem i wielokropkiem z myślników i wielokropków - jego...
... Ja mu nie doradzę, czy najpierw proch a potem kawa, czy na odwrót. Ja mu nie powiem jak spokojnie zasnąć. Ja do wyższych celów stworzona zostałam...

sobota, 10 grudnia 2011

przemówił

... Marcel przemówił. zadzwonił do mnie i uprzejmie poinformował że i owszem - jest mi wdzięczny za to, że poświęcam swój cenny czas na prowadzenie jego bloga, ale to jak go prowadzę jest literacko płytkie i nadęte. Poza tym stwierdził, że brak w moim pisarstwie intelektualnego polotu a także brakuje mu zarchaizowanych zaimków, przez co proza moja ponoć jest zwarta - co go drażni, bo jemu zależy na tym, żeby była jakby bardziej rozlazła. Zaznaczył wyraźnie, że to cytat, mówił kogo... ale wyleciało mi z głowy... scenki czy coś... w każdym razie przyjmuję od tego małego zadufanego w sobie i niewdzięcznego bubka wszystkie te uwagi z godnością. I pokorą... A także z cierpliwością, bo wiem, w jakim stresie teraz żyje, o czym świadczą niezliczone ilości pomarańczowych tabletek, które mu ze swoich zapasów pożyczam - niechętnie - a jemu ciągle mało...